Byłem w ciemności.

67510509_465856227568373_956221764910710784_nJedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Od niego jest zbawienie moje. Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, Twierdzą moją, przeto się nie zachwieję. Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją! Psalm 62:2-3.6

Prosząc w modlitwie o dotyk Pana, chciałbym napisać o swoim życiu. Chciałbym opisać, jak zły upodlił moją osobę. Podziękować Bogu, że tak wspaniałym Ojcem jest, który uzdrowi każdą ranę – dziękuję Ci Jezu!.

Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej. Moi rodzice od małego skrupulatnie przestrzegali i wpajali we mnie nauki KRK. Gdy dorosłem postanowiłem pójść do liceum dla chłopców prowadzonego przez księży. Nie chcę szczegółowo opisywać harmonogramu dnia, niemniej jednak za każde nawet najmniejsze przewinienie była kara ( siedzenia na łóżku, głośne rozmowy, czytanie książek inne niż dozwolone, itp.). Nocne pobudki… bo trzeba sprzątnąć łaźnie… Zakaz odzywania się, czasami nawet przez kilka dni, za nie przestrzeganie – kara. Wychowywany w kulcie Maryjnym sukcesywnie zacierałem obraz prawdziwego Żywego Boga o ile w ogóle o takim słyszałem…

Spartańska dyscyplina, liczne poprzedzone agresją kary zaczęły rodzić nienawiść do otaczających mnie ludzi. Nie chciałem już znać “boga”, o którym mówiono, takiego nie chciałem znać… tak więc zacząłem szukać.

Zafascynowany muzyką z rodziny metalu, na początku Heavy (Kat…), później Death Metal (Deicide…), następnie Black ( Dimmu Borgir, Gorgoroth…), wsłuchiwałem się w przesłanie muzyków. Podobało mi się, zapragnąłem być taki sam. Mijały lata, a ja rozwijałem w sobie ducha karmiąc się słowami tekstów wokalistów, których słuchałem zaraz po przebudzeniu się i zasypiałem ze słuchawkami na uszach.

Zasada, czym się karmisz, taki będziesz sprawiła, że z ułożonego chłopaka z zasadami stałem się człowiekiem zimnym, zafascynowanym diabłem i śmiercią.

Po egzaminie dojrzałości “wyrwałem” się ze środowiska zakazów, nakazów i zacząłem szukać. Zły zaprowadził mnie do miejsca, w którym miał swoich ludzi. Dłuższy czas mnie obserwowano, a następnie padła propozycja bycia jednym z nich – na to czekałem. Przygotowywano mnie duchowo do bycia ich bratem. Pewnej nocy, oddałem świadomie cześć diabłu rysując własną krwią pentagram, wyznając go swoim panem. Poprzedziłem ten fakt wyrzeczeniem się Pana Jezusa “i wszelkich łask Jego”. Nadano mi “nowe imię”, wpisano do “księgi zmarłych”. W niedługim odstępie czasu pozwoliłem sobie wyciąć nożem na prawym ramieniu odwrócony krzyż (byli i tacy, którzy wypalali go sobie na czole…). Zapoznano mnie z zasadami bycia duchowym czcicielem diabła – nie ma to nic wspólnego z „dziećmi” niszczącymi groby, za dewastacje nagrobków osoba pozbawiona była możliwości wpisu do „księgi zmarłych”. W mojej duszy na dobre zagościła ciemność, wierzyłem, że piekło to bezpieczne miejsce dla wyznawców złego.

Zamieszkałem w piwnicy u rodziców. Pomieszczenie, w którym przebywałem, wymalowane był w kolorze krwi różnymi hasłami o tematyce satanistycznej. Chodziłem na czarno ubrany w skórzanym płaszczu, nosiłem na szyi odwrócony krzyż. Często wychodziłem w nocy na spacer. Wiele czasu spędzałem na cmentarzu. Spotykaliśmy się regularnie na “modlitwach”, gdzie wzywano imienia złego, składaliśmy przysięgi – wiernie ich dochowywano.

Z dnia na dzień stawałem się bardziej się upodlony. Wypijałem ogromne ilości alkoholu, czasami traciłem przytomność z przedawkowania. Na rękach pojawiły się ślady po ukłuciach, potem stało się to codziennością. Wypalałem dwie paczki papierosów dziennie. Liczne koncerty, bijatyki, dewastacje, policja, tatuaże. Spałem wszędzie i u każdego (melina, śmietnik, rów, zagęszczone zielenią miejsca). Bluźniłem, plułem na krzyż, rwałem Biblię. Diabeł wyprowadzał mnie w nocy, podczas której tułałem się po opuszczonych domach, cmentarzach…

W końcu napadła na mnie liczna grupa młodych ludzi. Zostałem dotkliwie pobity, dźgnięty nożem, straciłem przytomność. Spędziłem kilka dni w szpitalu. To był czas, w którym zastanawiałem się nad moim postępowaniem… nie widziałem w tym sensu… postanowiłem odebrać sobie życie. Godzinami przesiadywałem na moście wpatrując się w betonowe podłoże jezdni pod stopami – dziękuje Ci Jezu, że nie skoczyłem. Nie wiem ile czasu spędzałem u psychologów i psychiatrów. Przepisano mi środki antydepresyjne i uspokajające. Pewnego popołudnia zjadłem wszystkie, straciłem przytomność – dziękuję Ci Jezu, że ją odzyskałem.

Postanowiłem szukać pomocy u księży. Niestety jeden wyjeżdżał na wakacje, a drugi miał “kancelarię czynną od 15-ej”, straciłem nadzieję.

Bóle brzucha, głód uzależnionego organizmu myślał tylko o jednym… skończyć z tym. Poszedłem do lasu, zawiesiłem sznurek… poprosiłem po raz kolejny o pomoc Ciebie Panie i przyszedłeś mi z pomocą. Dziękuję Ci Jezu, że chciałeś abym żył, jesteś wspaniałym Bogiem, tak bardzo Cię kocham! Ten dotyk sprawił, że zacząłem inaczej myśleć. Zdarzyło mi się jeszcze zrobić zastrzyk, upić się, ale moja dusza pragnęło Zbawiciela.

Założyłem rodzinę, wspaniały Boży dar, wtedy jeszcze tego nie rozumiałem. Kochana żona była przy mnie, kiedy “nosiło mnie” – dziękuję Ci Jezu za nią.

Podjąłem pracę w hurtowni. Kilka miesięcy po moim zatrudnieniu do firmy przyszedł młody chłopak. Zaczęliśmy rozmawiać, dużo mówił o Panu Bogu. Opowiedział mi o swoim Zborze. Z dużym dystansem, ale stopniowo przyjmowałem do wiadomości prawdy biblijne. Moje życie zaczęło się zmieniać. Zły widząc, co się dzieję przyszedł upomnieć się o swoje. Nie przespane noce, liczne duchowe i fizyczne ataki, paniczny lęk na widok tajemniczych postaci – zrozumiałem, gdy przeczytałem fragment “W niepokojących myślach o widzeniach nocnych, gdy głęboki sen ogarnia ludzi, strach mnie ogarnął i drżenie przeniknęło moje członki” Job 4:13-14(BW).

Dziękuję Ci Panie za Pastora, który wiele czasu poświęcił, aby mi pomóc!. Liczne modlitwy człowieka wierzącego sprawiły, że zamieszkał w moim sercu prawdziwy Boży pokój – chwała niech będzie Panu Jezusowi! Zapragnąłem uczęszczać do zaprzyjaźnionego mi Zboru. Niestety i tu przyszedł kryzys. Zmieniłem miejsce zamieszkania, obraz oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Zboru zaczął się zacierać.

Ten wspaniały pokój, jaki miałem w sercu sprawił, że chciałem się realizować dla Pana w pobliskim KRK. Pisałem artykuły do lokalnej gazetki. Przelewałem na papier uczucia, jakimi Pan mnie prowadził. Bogu niech będą dzięki, że Jego plany były inne. Liczne kazania i nauczania pastorów, które towarzyszyły mi podczas podróży do pracy dotykały mocno. Kochany Jezus rozpalił we mnie ogień, którego nie potrafiłem ugasić, a który palił coraz bardziej. Pamiętam moment, kiedy czytałem Księgę Samuela (1 Sam 2). Mocno dotykał mnie fragment, w którym Anna modliła się o syna, ja modliłem się o kościół gdzie będę mógł uwielbiać Pana. Prosiłem o dojrzałość mając świadomość, że Pan jest w górze a ja na dole (Kazn. 5,1). Ważyłem każde wypowiedziane słowo. Pan wskazał miejsce, które znałem – bałem się. Pamiętam moment, w którym siedzieliśmy z Dianką przy stole w kuchni, opowiadałem o ogniu, o pragnieniu uwielbiania Pana. Zarówno dla niej, jak i dla mnie było jasne gdzie mamy się znaleźć. Pojawiły się łzy, lęk co będzie dalej. Decyzja zapadła, a konsekwencje odczułem zaraz po zadeklarowaniu się jako pragnący biblijnej wspólnoty.

Kochani rodzice, skuci kajdanami tradycji i lęku przed opinią ludzi nie potrafili zrozumieć dlaczego tak postępujemy. Mama krzyczała i zastraszała – w milczeniu modliłem się za nią. Tak bardzo ich kocham i pragnę ich zbawienia. Wiem, że to dar i łaska, sam z siebie niczego bym nie uczynił.

Przyszedł czas na pustynię… kochaną pustynię. Nigdy wcześniej tak nie interpretowałem wydarzeń, jakie spotykałem każdego dnia. Tak jak wcześniej pewnie „bym się załamał” tak w chwilach wówczas doświadczeń dziękowałem Panu Jezusowi, że jest tak wspaniałym Bogiem, który chce aby o Niego walczyć każdego dnia! Jakże to wspaniały Bóg, którego nie odkłada się na półkę w chwili, gdy powie się „tak”. Ten cudowny Bóg sprawił, że każdy dzień, kiedy niebo wydawało się być z ołowiu, a oczy zachodziły łzami wypalił wszystko to, co nie było szlachetne w Jego oczach. Chwała Panu Jezusowi!

Ten wspaniały Bóg sprawił, że ksiądz, który chodził „po kolędzie” wszedł i do naszego domu. Wiedziałem, że przyjdzie, bo wizyta była zapowiedziana. Dzień wcześniej modliłem się o mądrość w rozmowie. Tego samego dnia rano, dużo czasu spędziłem na czytaniu Psalmów, najpierw sam później z rodziną. Ksiądz zawitał, speszony brakiem koperty chciał wyjść. Nalegałem żeby został, chciałem zrobić herbatę, porozmawiać. Kochany Bóg pozwolił opowiedzieć jak bardzo zmienił moje życie. Czułem jak Pan dotyka. Dużo mówiłem o wspaniałym ukochanym Bogu. Dlaczego dokonałem takiej zmiany, jakie są jej konsekwencje będące wynikiem Bożego błogosławieństwa. Mówiłem dużo, ale konkretnie i na temat, i wiem jedno, gdyby nie było ze mną Pana Jezusa nie wydusiłbym z siebie słowa. Być może byłby to bełkot kilku kłamliwych zdań. Pan dotykał swoim błogosławionym palcem i pozwolił mówić w Duchu Prawdy.

Po wizycie „duszpasterskiej” przyszła mama. To była pierwsza od miesięcy rozmowa na temat Pana Boga i Kościoła , śladach, jakie pozostawił Pan Jezus na kartkach Biblii. Drodze, którą jest Jezus, jedyną nie pośrednią, lub jedną z wielu ale wąską i prowadzącą pod prąd.

Mam wspaniały dar, jakim są dzieci – dziękuję Ci Jezu za nie. Wiele razy padam na kolana i proszę Boga, aby w tych małych serduszkach zagościła Ewangelia. Nie potrzebuje niczego więcej jak tylko to, co potrzebne do przeżycia, o jedno nalegam: włóż Panie w serca mojej rodziny swoje ŻYWE SŁOWO!

Dziękuję Ci Panie za dar rodziny, małżeństwo, za kochaną żonę, która czeka na mnie, gdy wracam z pracy – dziękuję Ci Jezu!

Dziękuję Ci Panie, że wieczorami mogę czytać dzieciom opowiadania biblijne i tulić je do snu – dziękuję Ci Jezu!Dziękuję Ci Panie za rodziców, za dar modlitwy za nich – dziękuję Ci Jezu! Dziękuję Ci Panie za przespane noce. Jeśli jednak zbudzę się z głębokiego snu i ogarnia mnie niepokój, Ty Panie jesteś ze mną i mogę ten czas spędzić na modlitwie z Biblią w ręku – dziękuję Ci Jezu!

Tak bardzo Bogu dziękuję, że pozwala opowiadać o swoich dziełach. Tak bardzo Panu dziękuję, że są ludzie, którzy przyjmują do serca słowa, poprzez które wspaniały Bóg realizuje swój plan zbawienia. Największe moje pragnienie to oglądać dzieła Pana odzwierciedlone w sercu człowieka, Boże jak Ci dziękuję, że pozwalasz mi tego doświadczać!

Dziękuję Ci Panie, że mogę cieszyć się widokiem mamy, która po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat trzyma Biblię w ręku – dziękuję Ci Jezu!.

Dziękuję Ci Panie za wspólnotę ludzi wierzących, którzy wspierają mnie modlitwą. Czasami jest mi bardzo ciężko, nie wiem co by było, gdyby nie ich modlitwa – dziękuję Ci Jezu!

Oczy moje wznoszę ku górom: Skąd nadejdzie mi pomoc? Pomoc moja jest od Pana, Który uczynił niebo i ziemię. Niechaj nie da się potknąć twej nodze, Niech nie drzemie stróż twój. Oto nie drzemie Ani nie zasypia stróż Izraela. Pan stróżem twoim, Pan cieniem twoim po prawicy twojej. Słońce nie będzie cię razić za dnia Ani księżyc w nocy. Pan strzec cię będzie od wszelkiego zła, Strzec będzie duszy twojej. Pan strzec będzie wyjścia i wejścia twego, Teraz i na wieki. Ps 121,1-8 Dziękuję Ci Boże za miłość do Jezusa – dziękuję Ci Panie! Kocham Cię Panie Jezu!

Marcin