Nie ma dróg bez nóg

10419982_693659347368256_1270620761209623135_n Moje życie od samego początku było uwikłane w odrzucenie, brak miłości i akceptacji. Urodziłem się z wadą, przez którą stałem się osobą nielubianą, wyśmiewaną i poniżaną. Nie mówiłem przez pierwsze 4 lata życia. Miałem kilka operacji plastycznych na twarz. Oprócz tego moja rodzina nie była zamożna. Musiałem chodzić min. w spodniach i w butach po mamie.
            To szybko spowodowało, że w młodym wieku zacząłem spożywać alkohol i narkotyki. Miałem problemy z agresją, gniewem i nienawiścią oraz z własną seksualnością. Pomimo, że znałem właściwy kierunek (nie pij bo źle skończysz, nie bierz narkotyków bo zniszczysz sobie życie) to zacząłem źle wybierać wabiony modą i subkulturą, w którą zacząłem wchodzić. Zobaczyłem że akceptację dają mi ludzie którzy tak jak ja przeżywali rozczarowanie życiem. Znalazłem się na tak zwanej „ulicy”. Moja rodzina, porządna i ułożona nie patrzyła na to dobrze dlatego stwierdziłem, że nie będzie mi ona potrzebna. Pierwszy alkohol, pierwsza marihuana a ja byłem coraz bardziej ceniony i szanowany pod blokiem. Wchodziłem głębiej i bardziej. Grzech zaczął prowadzić dalej niż chciałem iść na początku. Tak zniewolony żyłem pełen goryczy i żalu do siebie, do Boga i do całego świata za to kim jestem. Alkohol i narkotyki zaprowadziły mnie na złą ścieżkę osiedlowych grup, do pijaków, dealerów, narkomanów i ludzi agresywnych. Kradłem, biłem się, sprzedawałem narkotyki. Trafiłem na odwyki, detoksy, ośrodki resocjalizacyjne i readaptacyjne, na terapię do Monaru. Stałem się osobą smutną, przygnębioną, żyjącą bez poczucia sensu, w ciągłym strachu i lęku z powodu psychoz i halucynacji. Moja twarz na zewnątrz była wykręcona przez narkotyki w pusty uśmiech. Nikt nie potrafił mi pomóc.

            Szukałem pomocy ale niestety na swoich warunkach. Spotkałem wielu ludzi którzy szczerze chcieli mi pomóc, jednak ja nie przyjmowałem tego.

W 2004 roku przez narkotyki i alkohol pękł mi żołądek, uszkodzone zostały jelita i dwunastnica. Ledwo przeżyłem. W szpitalu strasznie schudłem przez tydzień. Byłem niestety tak uzależniony, że kiedy wyszedłem ze szpitala chciałem się naćpać i polecieć dalej.

W 2007 roku już było bardzo źle. Problemy z jedzeniem, wypróżnianiem się, mówieniem i myśleniem – to zaczęło sprawiać że zacząłem chcieć własnej śmierci… Był jeden sposób który miałem bardzo dobrze opanowany – narkotyki. Zacząłem myśleć że odlecę ale teraz tak żeby już nigdy „nie wylądować”.

          Zostałem sam na sam ze swoim ponurym życiem, które zmierzało do całkowitej zagłady. Usłyszałem na terapii że jestem już aspołeczny i że będzie ciężko mi z tego wyjść. Moja przyszłość nie wyglądała obiecująco. Śmierć wydawała mi się najlepszym wyjściem z tej sytuacji.

Będąc na samym dnie w pustym pokoju w akcie ostatniej desperacji zawołałem do Jezusa.  Gdy miałem 16 lat poznałem byłego więźnia, który powiedział mi że  jego życie po 21 latach siedzenia w więzieniu zmienił Chrystus. Brzmiało to jak bajka i tak to potraktowałem. Jednak prawie 8 lat później kiedy moje życie znalazło się na samym dnie i kiedy straciłem wszelką nadzieję na to że cokolwiek się zmieni, to przypomniał mi się ten człowiek. Pomyślałem że może jest religijny i jest wariatem mówiącym o Bogu ale ma na prawdę zmienione życie. Nie wrócił do więzienia. Był wolnym.
Tam gdzie zapijałem się na śmierć, tam gdzie chciałem zaćpać się, tam  uklękłem na kolana i powiedziałem do Chrystusa: Jezu, jeżeli Ty jesteś naprawdę Żywym i Prawdziwym Bogiem uwolnij mnie i zmień moje życie. Jeżeli nie to za chwilę odlecę i nigdy nie wrócę.
Był 2 grudnia 2007 roku. Do śmierdzącego narkotykami, alkoholem i wszelkim grzechem miejsca przyszedł Jezus Chrystus. Przyszedł do mnie, do mojego brudnego rozwalonego i straconego życia. Nie widziałem postaci ale On tam był. Przestałem mieć po chwili psychozy, schizy i głody. Zacząłem myśleć. Moje serce pierwszy raz w życiu przeniknięte zostało miłością. Ktoś w końcu okazał mi miłość bez żadnych warunków. Po prostu poczułem że On mnie kocha i że jeżeli oddam mu każdy mój grzech to On go weźmie. Nie przyszedł mnie potępić choć mógł bo miał do tego pełne prawo a ja przez wszystko co zrobiłem dostarczyłem argumentów że tak powinien. Przyszedł uwolnić mnie od mojego grzechu. Przyszedł mnie uratować i zbawić. Grzech kiedy pocznie rodzi śmierć. A Jezus Chrystus przyszedł po to by dać życie, tym którzy w Niego uwierzą. Tamtego dnia Chrystus spotkał się ze mną. Dotknął mnie, napełnił. Otrzymałem łaskę – olbrzymią niezasłużoną łaskę. Otrzymałem nowe życie.
Od tamtego dnia nie biorę narkotyków, nie piję alkoholu, nie mam psychoz, nie przeklinam. On, Jezus Chrystus, zmienił całe moje życie. Uleczył moje uczucia i emocje. Tamtego dnia wyrzuciłem wszystkie narkotyki które miałem przy sobie.

Pan Jezus przywrócił całkowitą sprawność mojego umysłu.

Tamtego dnia pomyślałem że chcę poznać Jezusa. Otworzyłem Pismo Święte i zacząłem czytać. Pierwsze zdania zapadły we moje życie na zawsze. W Liście apostoła Pawła do Galatów przeczytałem, że każdy kto będzie głosił inną ewangelię niż ta jedna prawdziwa ten niech będzie przeklęty. To bardzo głęboko mnie dotknęło. Żyłem przecież w przekleństwie przez ponad 23 lata. Zapragnąłem poznać tę prawdziwą ewangelię. To wyznaczyło charakter i drogę mojego życia w Chrystusie.
Byłem sam przez prawie pół roku. Straciłem na rzecz Jezusa wszystko co miałem – opinię, kolegów i znajomych, pieniądze. Często były to trudne dla mnie i przykre chwile. Ale Chrystus cały czas był. Dziś dziękuję Mu za to że nie nawrócił mnie żaden kościół, żadna ewangelizacja ale że to On sam mnie nawracał, mogłem nawrócić się całkowicie do Jezusa a nie do kościoła czy jakiejś organizacji.

Po pół roku trafiłem na grupę ludzi którzy wierzyli i żyli tak jak ja. Po 9 miesiącach przyjąłem chrzest wiary.
Dziś kocham ludzi, cieszę się pełnią radości i pokojem w sercu. Jezus uzdrowił moje patrzenie na ludzi, uleczył moje relacje z kobietami. Żyję dziś tak, jakbym nigdy nie brał i nigdy nie pił. Nie musiałem walczyć z głodem narkotykowym i alkoholowym. Jestem prawdziwie wolnym i szczęśliwym człowiekiem.

            Po czasie ukończyłem studia. Jestem pedagogiem, z wykształcenia nauczycielem historii. Kiedyś stałem i marnowałem życie pod blokiem, dziś dalej często tam stoję ale po to by opowiadać o tym co Chrystus uczynił na krzyżu i jaki jest sens Jego śmierci.

Studia pozwoliły mi od 2010 roku rozpocząć działania profilaktyczne w szkołach, placówkach wychowawczych, domach dziecka i zakładach karnych. Dziś prowadzę własny autorski program spotkań dla młodzieży, rodziców, nauczycieli, więźniów, bezdomnych i wszystkich innych ludzi pod nazwą „Poznaj Prawdę A Prawda Cię Uwolni”. Od 2010 miałem ten przywilej by przejechać Polskę wzdłuż i wszerz kilkanaście razy będąc w wielu miejscach opowiadając o tym że nowo narodzenie w Chrystusie to jedyny skuteczny sposób na zmianę ludzkiego życia.

W 2011 poznałem Darię, dziewczynę która była uczniem Jezusa. W 2013 roku Pan Jezus dał mi ją za żonę. Dał mi człowieka który mnie pokochał bez warunków. Dziś jestem szczęśliwym mężem. W 2017 urodziła się nam córka – Rut. W 2019 roku urodził się nam syn – Szczepan.

Daria razem ze mną prowadzi projekt spotkań profilaktycznych. Razem też służymy w zakładach karnych.

Od 2009 roku Pan Jezus poprowadził mnie  za kraty więzień. Przez 10 lat mogłem prowadzić stałą służbę w 10 zakładach karnych jako duszpasterz. Dziś uczęszczam do 4 zakładów karnych, często 5 razy w tygodniu.

Od roku 2013 jestem pastorem zboru Ewangelicznej Wspólnoty Zielonoświątkowej w Strzelcach Opolskich. Dane jest mi budować „ciało” Chrystusa – żywy Kościół.

Przez całe życie mam wadę wymowy ale po nowo zrodzeniu w Duchu Świętym zacząłem mówić wyraźniej. Cały czas słychać tą wadę ale dziś pracuję głównie tym że mówię do ludzi. To co było moim przekleństwem stało się błogosławieństwem. Żeby mnie zrozumieć trzeba uważnie słuchać. Więc ludzie mnie słuchają.

Od 2000 roku piszę teksty rapowe. Przez wadę wymowy nigdy nie brałem możliwości grania rapu. Odkąd Chrystus przemienił moje życie zacząłem publicznie występować. W 2018 roku udało mi się zakończyć nagrania płyty i wydałem płytę „Nie ma dróg bez nóg”. Nie jest to rap z najwyższej półki ale jest to rap prawdziwy który dotyka się serc wielu ludzi.

To co było przeklęte i nic nie warte Jezus przemienił pobłogosławił i nadał temu wartość.
          Pan Jezus okazał mi wielką łaskę. Przebaczył moje winy i grzechy i dał mi swojego Ducha Świętego dzięki któremu nie wracam do starego życia i żyję nowym. Krzyż i śmierć Jezusa na krzyżu stała się moją siłą. Umieram niosąc krzyż codziennie abym Chrystus żył we mnie więcej i bardziej. 

                                  Marcin                                                                                                                                                                                                                             287857_361647197236330_876938661_o